IDA POMOC POLAKOM NA WSCHODZIE kancelaria prezesa rady ministrów

25.04.2022

JAK NAS WCIĄGANO DO CZARNEJ DZIURY „ROSYJSKIEGO ŚWIATA”?

Felieton, Aktualności Ukraina 2022-04-25

Ponieważ z wykształcenia jestem filologiem (polsko-ukraińskim), najłatwiej mi idzie opowiadanie o języku i literaturze. A prawie każdy ukraiński filolog może dużo opowiedzieć o języku rosyjskim w Ukrainie — nie dlatego, że go kocha, tylko dlatego, że go nienawidzi.


Moje doświadczenia językowe i okołojęzykowe związane są z Kantremirowką w obwodzie woroneskim (obecnie rosyjskim, choć to etniczne ukraińskie ziemie, cześć wschodniej Słobożańszczyzny) i Dołżańsku (były Swierdłowsk w okupowanej części obwodu Ługańskiego). Z tych miejscowości pochodzi cześć moich krewnych, tam spędziłam kilka lat życia.

Dołżańsk, ja pięcioletnia, chodzę do przedszkola. Wszyscy rozmawiają po rosyjsku, nawet moja przyjaciółka Ola Didenko. Wszyscy, oprócz Tarasa, który codziennie przychodzi do przedszkola w wyszywance i mówi po ukraińsku. Tarasie, kim są twoi rodzice, skoro w antyukraińskiej atmosferze Dołżańska trzymają się swojej tożsamości?

(Od pierwszej do dziewiątej klasy uczę się w wiejskiej szkole na Podolu, z wyjątkiem klasy siódmej i ósmej — wtedy wracam do Dołżańska i uczę się w miejscowej miejskiej szkole).

Ja trzynastoletnia, jadę na konkurs znawców języka ukraińskiego imienia Petra Jacyka do Ługańska – twórcą tego oryginalnego i niezwykle kreatywnego konkursu jest kanadyjski biznesmen ukraińskiego pochodzenia. Ze mną jako opiekun jedzie Olena Iwaniwna Gajworońska, moja nauczycielka ukraińskiego – pochodzi z Łebedyna w obwodzie sumskim, zamężna z miejscowym, od ponad czterech dekad próbuje nauczyć dzieci górników ukraińskiego. Obwodowy etap konkursu odbywa się w Ługańskim Instytucie Oświaty Podyplomowej, tam też nagrodzono zwycięzców. Zostałam laureatką i dostałam encyklopedię rosyjskiego (!) wydawnictwa „Awanti +”. W 1999 roku (jestem pewna, że nie tylko w tym) organizatorzy konkursu, za środki diaspory ukraińskiej w Kanadzie, kupili nagrody w postaci rosyjskich encyklopedii. Machina szowinistycznego „rosyjskiego świata” pędzi prosto przed siebie, jak szalony walec drogowy, ale to tylko kwiatki, owoce będą później.

Poznałam wtedy dziewczynkę z Rubieżnego, Julię, która tak ładnie mówiła po ukraińsku, jakby śpiewała. Rubieżne prawie zrównane z ziemią. Julio, czy żyjesz?

Olena Iwaniwna uczy nas jak poprawnie pisać „popidtynniu, popidwikonniu”, czyli „pod tynem”, „pod oknem” – przecież to są wyjątki. Julia Dudzińska, przyjaciółka, dodaje do tych dwóch słów autorski neologizm „popidtumanniu”, czyli jak w tumanie (uważam, że trafny – prawie cały Donbas chodzi „popidtumanniu” iluzji – rosyjska piąta kolumna uważa, że w rosji jest lepiej i agresywnie propaguje „rosyjski świat”. Ukraińcy i mniejszości narodowe w obliczu kacapskiej agresji wolą milczeć i nie stawiać oporu.).

Ja, wciąż trzynastoletnia, jadę do Ługańska na olimpiadę z historii Ukrainy. W szkolnym autobusie uczniowie od 7. do 11. klasy. Wszyscy mówią po rosyjsku. Za Dołżańskiem do autobusu wsiadają uczniowie z wiejskich szkół, też jadący na olimpiadę. Mówią po ukraińsku. – Chochły! – wyzywają ich ci dołżańscy... Piąte miejsce, zapomniałam udzielić odpowiedzi o rozejmie andruszowskim. No cóż, nie dostałam kolejnej rosyjskiej encyklopedii.

Machina pędzi przed siebie...

…razem z babunią Natalią udajemy się w gości do jej sąsiadki, emerytowanej nauczycielki ukraińskiego, pani Marii pochodzącej z obwodu połtawskiego. Maria mnie wypytuje, jak po ukraińsku brzmi to lub inne słowo, na przykład liście buraka.

– Gyczka – mówię.

– Zapomniałam, wszystko zapomniałam – mówi Maria Iwaniwna. Owszem, nie dziwię się temu: Ukraińcy mówią po ukraińsku tylko w domu i w rozmowach z przyjaciółmi-Ukraińcami, prawie połowę ulicy zamieszkują Cyganie, plus minus ćwierć — rosjanie – ich domów nie da się pomylić, wszystkie są zaniedbane, a za „kalitką” (furtką) obowiązkowo siedzi pijany człowiek. Ukraińskie obejścia są czyste i zadbane, w ogródkach są kwiaty, ale Ukraińcy mówią po ukraińsku tak, aby ich nie słyszeli.

…Koleżanka z klasy, Kaczorowska, której uświadamiam, że ma polskie nazwisko, prawie krzyczy – Nie, jestem rosjanką! – Nie-rosjanie są tu uważani za ludzi drugiego gatunku. Lilio Kaczorowska, czy wreszcie dowiedziałaś się od rodziców o swoich polskich korzeniach?

W szkole nazywają mnie Ukrainką. No cóż, mnie różni od nich to, że dużo czytam i jestem zdecydowanie lepsza w wielu przedmiotach. To denerwuje. Natalię z 8-C, równoległej klasy, irytuje to tak bardzo, że podczas jednej z przerw próbuje mnie pobić. Wydzieramy sobie włosy. Po tym Natalia już nie próbuje mnie zaczepiać. Nie muszę pytać, gdzie Natalia jest obecnie, dwa lata później, kiedy przyjechałam na wakacje do babuni Natali, dowiedziałam się, że piętnastoletnia Natalia, zawsze nosząca jaskrawy makijaż i najdroższe ciuchy w klasie, rzuciła się przez okno, od lat była gwałcona przez ojczyma. Rosjanina, między innymi.

Jedziemy do krewnych mieszkających w Kantemirowce i rejonie kantemirowskim. Wszyscy mówią pięknym słobożańskim dialektem ukraińskiego, nawet moja ciocia Alona, nauczycielka rosyjskiego. Zachowałam to wspomnienie, choć zaznaczam, że obecnie raczej wspierają „rosyjski świat” – rosja bardzo niechętnie odpuszcza to, co uważa za swoje.

W ubiegłym stuleciu Kantemirowka podarowała Ukrainie utalentowanego poetę Jewgena Płużnyka, którego rosja zgnoiła w obozie koncentracyjnym na Sołowkach. Płużnyk pisał:

Spotkałem kulę za lasem -

Akurat tam, gdzie zasiałem żyto.

Jakiego biesa

Tyle zostało przeżyto!

 

Baba przyszła, lamentowała

Mała dziurka pomiędzy żebrami,

Owszem, owszem – piękno i siła!

Marche funebre!

 

W 2014 wielu Ukraińców w Dołżańsku „spotkało kulę” w mieście i „za lasem” – miasto, położone 40 kilometrów od granicy ukraińsko-rosyjskiej, prawie od razu po inwazji rosji zostało wcielone do składu ługańskiej republiki ludowej. Znajomi Ukraińcy wyjechali lub zostali ostrzelani, lub musieli się asymilować. Beznogi sąsiad znajomych, górnik, w 2015 roku krzyknął w twarz separatystom: – Sława Ukrainie. – Powiedzieli do niego: – Nie zabijemy cię w lesie, ponieważ jesteś inwalidą, ale jak jeszcze raz wypowiesz podobne słowa, zastrzelimy. – Co prawda, Dołżańsk nie poddał się tak łatwo, jesienią 2014 wybuchały tam bunty, a budynek wojskowego komisariatu został oblany niebieską i żółtą farbą.

Teraz Dołżańsk, chcąc nie chcąc, stał się częścią rosyjskiego świata. Dlaczego? Bo jest blisko granicy? Tak.

Bo rosja, winowajca Wielkiego Głodu w latach 1932-1933, kiedy ludność ukraińska umierała po całym kraju i na Kubani, do chat Ukraińców przesiedlano Rosjan. Najczęściej bandytów uciekających przed prześladowaniem rosyjskich władz. Tak. Bo rosja skutecznie propagowała idee rosyjskiego świata, pozwalając na zamieszkanie i pracę w kopalniach Donbasu kryminalnym elementom. Tak.

Krótko mówiąc, proces wciągania do czarnej dziury rosyjskiego świata na Donbasie wyglądał następująco: najpierw głodem zamorzono etniczną ludność ukraińską, potem na jej miejsce zwieziono swoich, następnie prześladowano tych Ukraińców, którzy przeżyli, ucząc w szkołach i instytutach, że tylko język rosyjski i literatura są prawdziwym językiem i literaturą; a potem strzałem w głowę (dosłownie) dobito tych, którzy mimo wszystko zachowali swoją tożsamość.

W latach 2014-2015 rosja wcieliła do ługańskiej republiki ludowej jedną trzecią obwodu ługańskiego. W dwóch trzecich zaobserwowano wzrost świadomości i aktywności obywatelskiej — miejscowa ludność zobaczyła, jak wygląda prawdziwy rosyjski świat. Wbrew oczekiwaniom rosji rejony niewcielone do republik separatystów zademonstrowały aktywną proukraińską postawę, przechodząc z rosyjskiego na ukraiński i w przyspieszonym trybie realizując inicjatywy skierowane na ukrainizację wschodu Ukrainy – pragnęły szybko nadrobić to wszystko, czego nie mogły wcześniej. Teraz rosja próbuje dokonać tego, co nie udało się w 2014 i 2015: obwód ługański ciągle ostrzeliwany, sto tysięcy ludzi nie ma dostępu do gazu i prądu, a w Sewerodoniecku, centrum rejonowym obwodu ługańskiego, od czasu inwazji rosji przybyło 400 nowych mogił. Tych mogił będzie więcej, bo rosja jeszcze nie pojęła, że przegrała te wojnę, i kontynuuje zabójstwa, mordy, gwałty i ostrzały.

No cóż, rosja połknęła mój Dołżańsk i teraz próbuje połknąć wschód i południe kraju. Z całego serca życzę, żeby stanęły jej kością w gardle.

19 kwietnia – 55. dzień pełnoskalowej inwazji rosji na terytorium Ukrainy.

Musimy zwyciężyć. Dum spiro, spero.

 

Maryna Wojnowa

Tarnopol

Galeria