Odnowiona kwatera żołnierzy WP w Brzeżanach
Zakończono prace porządkowe i konserwatorskie przy kwaterze żołnierzy Wojska Polskiego w Brzeżanach.
Dzięki uprzejmości miesięcznika "Zwrot" z Zaolzia publikujemy przedruk artykułu na temat wątków dotyczących języka polskiego obenych w przedwojennej prasie.
Jednym z ważniejszych wątków w międzywojennej prasie polskiej mniejszości w Czechosłowacji był język. W zamieszczanych tekstach przypominano o roli języka polskiego w wychowaniu przyszłych pokoleń. Podkreślano konieczność posyłania dzieci do polskich szkół. Zachęcano do używania języka polskiego w przestrzeni publicznej.
Wychowanie narodowe w domu.
W wielu artykułach, szczególnie w czasie zapisów do szkół, podkreślano, że najdroższym skarbem i uosobieniem przyszłości narodu są dzieci. Przez wzgląd na szacunek dla przodków wzywano więc wszystkich Polaków do wychowywania dzieci w języku, wierze, zwyczajach i kulturze swojego narodu. Podkreślano, że wychowanie w polskim duchu powinno rozpocząć się jeszcze przed pójściem dziecka do szkoły. Aby podołać trudom wychowania dzieci w miłości do narodu, należało wcielić w życie szereg wytycznych. W każdym polskim domu powinny znajdować się obrazy o tematyce historycznej oraz portrety przedstawiające wybitnych Polaków, takich jak Tadeusz Kościuszko, Stanisław August Poniatowski, czy Jan II Sobieski. Rodzice powinni byli opowiadać dzieciom o bohaterach, aby ich imiona utkwiły im głęboko w pamięci i stały się znajome i miłe. Ojciec lub starszy członek rodziny powinien był przypominać o rocznicach ważnych wydarzeń z historii narodu. Wzywano, by czcić wieszczów, bohaterów i męczenników oraz obchodzić ważne wydarzenia związane z ich życiem jak święta narodowe.
Rodzice powinni również uczyć dzieci pieśni patriotycznych opiewających szlachetne czyny przodków oraz wierszy, z których tryska miłość do narodu. Dzieci należało uczyć miłości do spuścizny przodków – mowy, religii, zwyczajów, obyczajów i szkoły ojczystej. Już w wieku przedszkolnym rodzice lub starsi członkowie rodziny powinni uczyć dzieci czytania i pisania po polsku. Należało przestrzegać moralności i religijnego wychowania – uczyć dzieci pacierza i religii w języku ojczystym. Przypominano, że polskie dziecko powinno bawić się z polskimi dziećmi i zawsze mówić po polsku. Każdy rodzic powinien kupować swoim dzieciom polskie gry i zabawy.
Szczególną rolę w patriotycznym wychowaniu miały pełnić kobiety. To na nie spadał obowiązek pielęgnowania tradycji i obyczajów pradziadów oraz przekazywania ich swoim dzieciom. Kobieta miała być „wychowawczynią narodu – twórczynią myśli polskiej i ducha polskiego”. Matka miała oddziaływać na bieg historii, ponieważ to ona miała największy wpływ na rozwój talentów swoich dzieci, z których w przyszłości mogły wyrosnąć wybitne jednostki. To matka jako pierwsza uczyła swoje maleństwa szczebiotać po polsku. Uczyła modlitwy i katechizmu po polsku. To matka wychowywała dzieci na działaczy oddanych pracy w pierwszych szeregach ruchu narodowego.
Kluczowym elementem patriotycznego wychowania była nauka mowy przodków. Wyznawano zasadę, że to właśnie język stanowi fundament narodowej świadomości. Wyrażano przekonanie, że uświadomienie narodowe zapewnia wyłącznie nauka w języku macierzystym. Pisano, że język ojczysty to klejnot praojców, który opromienia ciała duchem narodu, święta krew ojczyzny, która w żyłach całego narodu płynie, skarb, którego nie wolno utracić oraz zbroja w walce, która chroni przed ciosami nieprzyjaciół. Ojczystą mowę porównywano do ciepłej szaty i twierdzy zbudowanej przez Boga. Pisano, że polska mowa jest matką od zarania, szczęściem, bogactwem oraz słońcem.
Język był duchem polskiego ludu nad Olzą, a edukacja szkolna pełniła najważniejszą rolę w jego kształtowaniu. Przypominano, że szkoła odgrywa ważną rolę w zapewnieniu przyszłości całemu narodowi – wszczepia w młode pokolenia pojęcia, uczucia i instynkty narodowe, czyli wszystko to, czym żyły dawne pokolenia i bez czego społeczeństwo nie mogłoby przetrwać. Pisano, że szkoła jest bogatą krynicą wiedzy historycznej na temat przeszłości swojego narodu oraz rozbudza zamiłowanie do cnót patriotycznych, którymi cechują się bohaterowie literatury pięknej. Jest bogactwem narodów i pochodnią niesioną przed narodem, nie pozwalającą mu upaść, ani zginąć. Uczy szacunku i miłości do swojego narodu – jego wielkiej przeszłość, zdobyczy kulturalnych, tradycji oraz uczy ponosić ofiary dla wspólnej sprawy. Szkoła umożliwia przekazanie przyszłym pokoleniom spuścizny ojców. Jednoczy duchowo Polaków „oderwanych od pnia macierzystego” z narodem oraz łączy lud z wysoką kulturą narodu.
Powoływano się na słowa wybitnego czeskiego pedagoga Jan Amosa Komeńskiego, który głosił, że dzieci powinny się uczyć w swoim języku ojczystym. Nauka w języku polskim gwarantowała łatwe przyswajanie wiedzy i szybkie postępy w nauce – była najlepszym „kapitałem”, jaki rodzice mogli przekazać swoim dzieciom. Ponadto w polskiej szkole dzieci nabywały umiejętności „skupiania się wśród swoich”, czyli zrzeszania w towarzystwach kulturalnych, zarobkowych i zawodowych, co umożliwiało wytworzenie poczucia solidarności narodowej. Podkreślano, że edukacja powinna odbywać się wyłącznie w języku ojczystym, ponieważ tylko w ten sposób dziecko mogło wyrosnąć na porządnego człowieka, nauczyć się czym jest godność osobista i szacunek dla rodziców.
Przypominano o zbiorowej odpowiedzialności za dzieci w wieku szkolnym, by – jak pisano – zły wiatr, burze i nawałnice nie rzuciły je na skały, gdzie zginęłyby marnie. Pisano, że dzieci są skarbem delikatnym i wrażliwym, przez to tym bardziej narażonym na niebezpieczeństwo ze strony wroga, który pragnie wyrwać je z rąk rodziców i obedrzeć z dusz. Na łamach prasy przestrzegano przed agitatorami, chodzącymi od domu do domu, którzy groźbami i obiecankami nakłaniają do posyłania swoich dzieci do czeskiej szkoły. Wyrażano przekonanie, że rodzice oddający swoje dzieci do obcej szkoły krzywdzą dotkliwie dziecko, okradają je ze skarbów nauki i zubożają na całe życie. Dopuszczanie się takiej zbrodni na własnym dziecku, zasługiwało na publiczne napiętnowanie. W obcej szkole dziecko traciło wiarę, mowę i duszę. Przypominano, że narodowości nie można zmienić jak szaty lub koszuli – można ją uszlachetnić poprzez dobre wychowanie w języku ojczystym lub wypaczyć i wykoślawić przez złe wychowanie w języku obcym. Przez zapisanie dziecka do obcej szkoły rodzice krzywdzili więc i samych siebie – zrywali te nici, które powinny łączyć dziecko z rodzicem przez całe życie. Dziecko w obcej szkole stawało wrogie rodzicom – zamiast szacunku i pomocy, rodzice mieli otrzymać na stare lata „urągowiska, wyzwiska i poniewierki”. Pisano, że obca szkoła wychowuje ludzi na janczarów, renegatów, zaprzańców, szkopyrtoków, czyli którzy gardzą swoimi rodzicami, braćmi i narodem.
Zjawisko renegactwa kojarzono najczęściej z polską ludnością napływową. Zwracano uwagę na to, że Polacy w Czechosłowacji to nie tylko ludność tubylcza, zasiedlającą Śląsk Cieszyński od wieków, ale i napływowa, przybyła na Śląsk Cieszyński z terenów Galicji i dawnej Kongresówki. Polska ludność napływowa pozostawała w mniejszości w stosunku do polskiej ludności tubylczej. Jeden z redaktorów zauważył, że w obu grupach Polaków – zarówno wśród tubylców, jak i napływowych – zdarzają się postawy renegackie, jednak to postępowanie tych drugich jest bardziej niezrozumiałe i karygodne, ponieważ w ich przypadku polskość jest trudna do podważenia przez wroga. Polacy z Galicji sprzeniewierzali się polskiemu narodowi poprzez zapisywanie dzieci do czeskiej szkoły, zmianę swojego nazwiska na czesko brzmiące oraz wyznania katolickiego na husyckie. Przypominano z nieukrywanym sarkazmem, że to właśnie zagłębie ostrawskie jest pełne „czeskiego żywiołu”, reprezentowanego przez dziesiątki tysięcy „Czechów spod Wieliczki i Żywca”. Postawy renegackie zauważano również wśród miejscowej ludności. Odczłowieczone postawy reprezentowali zwłaszcza tzw. ślązakowcy, czyli zwolennicy „kożdoniowskiej idei narodu śląskiego”, którzy choć urodzili i wychowali się na Śląsku, wykazywali brak charakteru w tym samym stopniu co Polacy z Galicji. Podobnie jak oni, ślązakowcy byli ludźmi pozbawionymi kręgosłupa moralnego, wyznającymi zasadę „skąd wiatr, stąd płaszcz”.
Wybór polskiej szkoły dla własnych dzieci był więc wyrazem odwagi. Droga z domu do szkoły pokonywana codziennie przez dzieci tam i z powrotem, była formą manifestacji polskości w przestrzeni publicznej. Codziennie rano każdy przekonywał się naocznie, który z sąsiadów otwarcie przyznawał się do polskości. Ten rodzic, który posyłał swoje dzieci do polskiej szkoły, jednocześnie wyznawał publicznie, że jest „członkiem ośmiomiljonowej rzeszy Polaków zagranicznych, że łączą go ze szlachetnym narodem polskim węzły pokrewieństwa i że ma silną wolę nie przerywania nigdy tych świętych węzłów, zadzierzgniętych przez samego Stwórcę”. Dzieci uczęszczające do polskich szkół były narażone na trudności, które wynikały ze złych warunków materialnych instytucji. Korespondent z Lutyni Niemieckiej pisał o codziennych zmaganiach uczniów w drodze do szkoły:
Pierwsze dzieci przychodzą o świcie, ostatnie wracają w ciemnościach. Gdybyście zacni czytelnicy, widzieli tych młodocianych męczenników w imię polskości, jak po piątej wieczór „mackają” się ku chałupie, po kostki w błocie, niosąc latarnie, nie zwątpilibyście nigdy o polskim duchu naszego wytrwałego ludu!
Pisano, że na widok tak licznej grupy dzieci garnących się do nauki rośnie serce każdego Polaka i zagrzewa go jeszcze bardziej do walki o polską szkołę.
Polskie szkolnictwo było barometrem polskości na lewobrzeżnym Śląsku Cieszyńskim. Coroczne zapisy do polskich szkół traktowano jak sprawdzian, czy podejmowana na co dzień walka o polskość przynosi rezultaty. Wyznawano zasadę, że dopóki będą istniały polskie szkoły, dopóty Śląsk będzie polski. Ostrzegano czytelników, że „kiedy zabraknie dzieci polskich, zostaną usunięte szkoły polskie, a wtedy rzucą nam w twarz, że nas tu Polaków nie ma”. Przestrzegano, że wyrugowanie języka polskiego będzie równoznaczne z zatarciem wszelkiego śladu istnienia Polaków na terenach czeskiego Śląska Cieszyńskiego.
Źródła: „Gazeta Kresowa” (1921–1934) i „Dziennik Polski” (1934–1939).
Tekst ukazał się w: "Zwrot" (4/2019), "Co w trawie piszczy? Język polski na łamach prasy międzywojennej, cz. 1"
Autor: Sylwia Grudzień
Zakończono prace porządkowe i konserwatorskie przy kwaterze żołnierzy Wojska Polskiego w Brzeżanach.
W Jazłowcu 31 sierpnia br. zakończyły się kolonie dla młodzieży pochodzenia polskiego.
Zapraszamy za wyjątkowy spektakl muzyczny „Recepta na szczęście”! Wydarzenie odbędzie się 29 grudnia 2024 r. o godz. 17.00 w sali teatralnej Domu Kultury Polskiej w Wilnie!