IDA POMOC POLAKOM NA WSCHODZIE kancelaria prezesa rady ministrów

06.07.2020

Kartka z pamiętnika

Konkursy, Aktualności

Jechaliśmy długo, około dwóch tygodni. Kiedy pociąg się zatrzymał i otworzyli drzwi wagonu, nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy.


Agata Pogumirska, autorka poniższego tekstu, zajęła drugie miejsce w naszym konkursie „Opowiedz mi o Polsce – Historie rodzinne”. Oto jej wyjątkowa opowieść o losach naszych rodaków na kazachskiej ziemi.

Był rok 1936...

Wszyscy żyliśmy w strachu...

Wczoraj zniknęła rodzina Paszkowskich, mieszkali w sąsiedztwie, przedwczoraj kilka rodzin z niedalekiej Olszanki...

Wywożą...

Nikt nie wie dokąd? Panuje wszechogarniający strach. Wszystkich ogarnia przerażenie. Wieczorem zastukali w okno, później w drzwi. Antoś się rozpłakał, miał tylko 3 lata. Powiedzieli, że jutro pojedziemy. Do godziny 23.00 – mamy być zebrani i czekać, ale pozwolili ze sobą wziąć wszystkie niezbędne rzeczyl, meble – łóżko, szafę – kufer, ubrania, nawet krowę – ku wielkiemu zaskoczeniu i radości! Wieczorem podwodami zawieźli nas do pociągu, załadowali do wagonu bydlęcego, bez okien i... powieźli w nieznane...

Jechaliśmy długo, około dwóch tygodni. Kiedy pociąg się zatrzymał i otworzyli drzwi wagonu, nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. Osłabieni po podróży, bez świeżego powietrza oraz wystarczającej ilości picia i jedzenia, stanęliśmy na ziemi znajdującej się ponad 4000 kilometrów od naszego ojczystego domu.

Przydzielili naszej rodzinie kawałek ziemi około 40 „sotok”, później połowę zabrali i osiedlili obok rodzinę Niemców znad Wołgi. Ziemia była porośnięta drzewami, dotąd nam nieznanymi. Drzewa te – Kara Agacz – były twarde, niczym kamień albo nawet metal. Trzeba było je karczować i budować pierwszy, na obcej ziemi, dom. Bez materiałów i narzędzi, bez nadziei na powrót. Ludność miejscowa okazała się bardzo życzliwa dla nas – zesłańców. Chociaż za troskę, dobre serce i wyrozumiałość groziły Kazachom surowe kary. W nocy podkładali żywność pod nasze progi, podpowiadali jak wytrwać w nowej i tak trudnej dla nas rzeczywistości.

1.   

Ojca mojego, Jana, po kilku latach zabrali do Trudarmii – na Uralu – karczował las. Pracował w nieludzkich warunkach.

Mama została sama, z moim bratem Antonim i dwójką młodszych dzieci, które wkrótce zmarły. Mama i Antoś zmuszeni byli zdobywać jedzenie i opał na kołchozowym polu.

Doskonale pamiętam panujący głód i towarzyszącą mi świadomość, że nie mogę zjeść całej miski kaszy kukurydzianej, tak zwanej mamałygi, ponieważ trzeba podzielić się z pozostałymi domownikami. Miałam wtedy pięć lat. Życie ratowała nam nasza mizernie wyglądająca, ale jakże ważna dla rodziny, krowa. Nasza żywicielka!

Kiedy przyszedł czas, abym poszła do szkoły, moja mama, przerobiła na mnie swoją sukienkę, buty, ktore były za duże – podwiązała sznureczkami i tak ubrana poszłam do pierwszej klasy.

2.   

Mój brat, Antoni, kilka lat chodził do szkoły w tym samym kaftaniku, póki nie zrobił się ciasny, krótkie watowe spodenki i wiązane buty. Wiele dzieci z polskich rodzin wywiezionych do Kazachstanu było ubranych w ten sposób. Byliśmy ludźmi gorszego gatunku – wrogami ludu.

Pamiętam jak moja kochana mamusia – Urszula, z domu Polikowska – przypominała: W niedzielę wszyscy szli do, oddalonego o kilka kilometrów, kościoła. Wszyscy szli boso, kamyki przeszkadzały, ale było radośnie, i tak wszyscy szli, dziewczynki w białych sukienkach, chłopcy w białych koszulach. W pobliskiej rzece obmywali nogi – dopiero przed wejściem do kościoła, zakładali buty.

3.   

O tamtych czasach zawsze przypominały modlitewniki, obrazy, przywiezione po kryjomu, dzięki którym modlitwa i wiara nie zgasła w sercach zesłańców i została przekazana kolejnym pokoleniom.

Stare zdjęcia i modlitewniki, strony, których dotykały palce naszych dziadków, są ważnymi pamiątkami w naszej rodzinie to częsć jej historii!

Dzisiejsze nasze życie jest zupełnie inne niż to, które przeżyłam, gdy byłam mała. Przede wszystkim jesteśmy szczęśliwi, gdyż nie ma wojny, a w naszym kraju, w Polsce, panuje pokój. Jesteśmy wolni! Nie cierpimy głodu, mamy dach nad głową i co najważniejsze – możemy sami decydować o swoim życiu.

Zdjęcia:

  1. Ojciec, Jan Bystrzycki (pierwszy z lewej) – powołany do słlużby wojskowej, wraz z braćmi, rok 1932 lub 1934.
  2. Antoni Bystrzycki. Kazachstan, 1946 r.
  3. Modlitewnik „Ogień miłości Jezusa Chrystusa”, Wydawnictwo IMPRIMATOR, Drukarnia katolicka w Częstochowie, 1930 r.

Galeria