IDA POMOC POLAKOM NA WSCHODZIE kancelaria prezesa rady ministrów

30.01.2020

Mistrzowie inicjatyw

Korespondencja, Aktywizacja, Działalność organizacji , Aktualności Czechy, morawsko-śląski 2020-01-30

Zespoły regionalne, chóry, amatorskie teatry, kluby kobiet i seniora... Długo można by tak wymieniać. Polski Związek Kulturalno-Oświatowy, największa polska organizacja w Republice Czeskiej założona w 1947 roku, naprawdę ma się czym pochwalić. Zrzesza blisko 10 tysięcy członków, którzy skupieni się w 80 miejscowych kołach.


Jak więc nagrodzić tych, którzy się wyróżniają z tego tłumu? Nie jest to niemożliwe, o czym świadczy kolejna edycja konkursu Inicjatywy PZKO. 

Inicjatywy PZKO to stosunkowo nowa forma nagradzania wybijających się działaczy społecznych z Zaolzia. Konkurs pojawił się na mapie przed czterema laty. W najnowszej edycji zmienił nieco formułę. Dziesiątkę nominowanych wytypowały redakcje „Zwrotu” oraz „Głosu”. Potem odbyło się publiczne głosowanie. W poniedziałek w siedzibie Zarządu Głównego PZKO w Czeskim Cieszynie wręczono nagrody za rok 2019. Uroczystość stała się także okazją do krótkiej oceny stanu posiadania Związku. 

Średnia ponad 50 lat...

Miejscowe Koło Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Boguminie-Skrzeczoniu działa, jak zwykło się to określać, na północnych rubieżach Zaolzia. Polaków nie ma tutaj zbyt wielu, nie działają polskie przedszkole i szkoła, nic więc dziwnego, że Czesław Gałuszka, prezes MK PZKO, przedstawia takie dane: nasze Koło liczy blisko 100 członków, a średnia wieku to 57 lat.

Skrzeczońskie Koło PZKO, jak dodaje, jednocześnie posiada Dom PZKO. Został wybudowany w 1901 roku i wymaga pilnego remontu. Działacze nie mają pieniędzy na remont, dlatego polskość umacniają małymi krokami. W konkursie Inicjatywy PZKO Koło zostało nominowane za organizację Jarmarku Wielkanocnego i Świątecznego. – Nasz Dom PZKO stoi obok głównej drogi. Chcieliśmy ożywić to miejsce, dać impuls do jego odwiedzin, spotkania się w większym gronie, wspólnej zabawy – podkreśla Gałuszka. Na jarmarkach pojawiło się kilkunastu wystawców, impreza się udała, dlatego działacze już myślą o czymś nowym. Takim pomysłem jest konkurs bożonarodzeniowych szopek. Być może nawet szopek w stylu krakowskim. Na łamach „Głosu” społecznicy ze Skrzeczonia tak się wyrazili o swojej misji: „Chodzi o to, by pokazać, że na zaolziańskich północnych kresach istnieje jeszcze polskość”. O przyszłość można być spokojnym, ale tak naprawdę – tylko tę najbliższą. Za kilka lat średnia wiekowa może się jeszcze bardziej podnieść, bo młodych raczej nie widać na horyzoncie. 

Razy trzy...

Pod względem liczby członków oraz możliwości finansowych Koło to nie może się równać na przykład z tym, działającym w Bystrzycy. Działacze z tej malowniczej miejscowości położonej pod górami zostali nominowani za „nowoczesne pozyskiwanie środków na remont Domu PZKO”. Chodzi o „matching”. Jego zasada jest prosta, choć na taki sposób szukania środków nie zdecydowała się chyba żadna polska organizacja nie tylko w Republice Czeskiej, ale na całym świecie. Każda kwota wpłacona przez darczyńców była potrajana przez sponsora. Czyli jeżeli ktoś na wpłacił 1000 koron, na konto Koła PZKO w Bystrzycy wpływały 3000. Sponsorami zostali bracia Adam, Mariusz i Waldemar, biznesmeni znani ze swej działalności dobroczynnej. – Dzięki potrojeniu środków, na wpłatę decydowały się też osoby mniej zamożne. Bo jak wpłaciły 100 koron, to i tak konto „puchło” o 300. Dodatkowym atutem była transparentność zbiórki. Każda wpłata pojawiała się na stronie internetowej, gdzie można się było także dowiedzieć, ile się w sumie udało zebrać – wyjaśnia Lucyna Škňouřil, prezes MK PZKO w Bystrzycy.

W sumie na konto wpłacono 1,1 mln koron, a do skarbonki w kształcie domu kolejne 44 tysiące. Obie sumy zostały potrojone. Ciekawostką jest fakt, że „matching” trwał do 31 grudnia, a już w nowym roku przyszła wpłata w wysokości 300 tysięcy. – Nie mogliśmy już potroić tej kwoty, a szkoda – uśmiecha się prezes bystrzyckiego Koła PZKO.

Zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na kolejny etap remontu Domu PZKO. Prace rozpoczęły się w 2018 roku i dzięki hojności mieszkańców oraz sponsorów, na pewno już wkrótce nabiorą przyspieszenia. Z takiego obrotu spraw będą się cieszyli się przedstawiciele praktycznie wszystkich pokoleń, bo Koło w Bystrzycy jest bardzo liczne (470 członków) i organizuje imprezy dla ludzi w każdym wieku. 

Praca od podstaw

Społecznikostwo na Zaolziu jest stare jak świat i przechodzi z pokolenia na pokolenie. Żeby jednak przekonać ludzi do aktywności, trzeba pokazać im, że warto się poświęcić dla wspólnego dobra. Swoistą pracę od podstaw wykonują w Lesznej Dolnej Renata i Tadeusz Szkucikowie. Oprócz imprez dla dorosłych, MK PZKO w Lesznej organizuje imprezy dla dzieci, na których pojawiają się nawet mali goście... z Niemiec czy zza oceanu. W konkursie Inicjatywy PZKO zostali nominowani za „umiejętne włączanie dzieci i młodzieży w działalność Koła PZKO w Lesznej Dolnej”. Mają już za sobą trzy letnie obozy językowe oraz cykliczną imprezę „Z książką pod poduszką”. O tej ostatniej opowiada pani Renata: To wielka atrakcja dla dzieci. Rodzice odprowadzają je do Domu PZKO w piątek, a odbierają dopiero na drugi dzień przed południem. W tym czasie sporo się dzieje, czytamy im trzy razy, do tego musi odbyć się dyskoteka, której dzieci nie mogą się doczekać. Wychodzimy z założenia, że „dziecko, które ma co robić, nie przeszkadza”, dlatego staramy się przygotować ciekawy program.

Sami tylko działacze wiedzą chyba, jak co roku udaje im się opanować tyle dzieci. Dość powiedzieć, że Dom PZKO w Lesznej Dolnej dysponuje 10 miejscami noclegowymi, a na imprezie „Z książką pod poduszką” bawi się nawet... 70 dzieci. – Większość śpi na dużej sali, ale niektórzy na jadalni. Na razie impreza nam wychodzi, oby tak dalej – wyraża nadzieję Renata Szkucik. 

Sorry, ale wystawiamy po polsku...

Jeżeli to, co robią Renata i Tadeusz Szkucikowie można nazwać pracą u podstaw, taką samą pracę, tyle że nad językiem polskim, wykazują się działacze z Karwiny-Frysztatu. Nie jest tajemnicą, że Zaolzie gwarą stoi. Wszystko w porządku, kiedy potrafimy płynnie przejść na literacką polszczyzną. Gorzej, kiedy są z tym problemy. Dlatego Teatrzyk bez Kurtyny działający przy Miejscowym Kole PZKO w Karwinie-Frysztacie, który wygrał ostatecznie Inicjatywy PZKO 2019 (drugie miejsce zajęły skrzeczońskie jarmarki, trzecie „matching” w Bytrzycy) stawia na literacki język polski. To praktycznie jeden z dwóch teatrów amatorskich z Zaolzia, które nie grają w gwarze. – Chcemy się odróżniać, dlatego wystawiamy sztuki po polsku. W gwarze nie chcemy grać i nie będziemy. Mamy piękny Dom PZKO, świetny zarząd Koła, więc szkoda by było tego nie wykorzystać – mówi Halina Hudík, jedna z aktorek. Teatrzyk został nominowany za sztukę „Kopciuszek? Sorry jako!”, napisaną przez Bogdanę Najder. Aktorzy idą za ciosem, bo właśnie przygotowują się do kolejnej premiery. 2 lutego w Domu PZKO we Frysztacie wystawią „Za gwiazdą”. – Potem zagramy wszędzie tam, gdzie zostaniemy zaproszeni – deklaruje Hudík. 

Caly czas coś się dzieje

Żeby zrozumieć fenomen aktywności Polaków mieszkających na Zaolziu trzeba na zagadnienie spojrzeć z nieco innej, szerszej perspektywy. Maria Kovacs, konsul z Ostrawy, mówi krótko: – Tutaj ciągle coś się dzieje. Mieszkam w centralnej Polsce i z taką aktywnością nad Wisłą się nigdy nie spotkałam.

Rzeczywiście, nie ma praktycznie weekendu na Zaolziu, żeby nic się nie działo. W pierwszoplanowej roli występują zazwyczaj działacze Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego. Najnowsza edycja Inicjatyw PZKO pokazuje, że jest kilka warunków koniecznych do podtrzymywania polskości. Oprócz niestrudzonych działaczy na pewno potrzebne są anioły, które będą wspierały finansowo ciekawe inicjatywy. Żeby jednak polskość dalej trwała na Zaolziu, konieczna jest również praca z najmłodszymi. To nie tylko polskie przedszkola i szkoły, ale także bogata oferta zajęć pozalekcyjnych, jak choćby nocne czytanie dzieciom w Lesznej Dolnej. Największym sprawdzianem będzie rok 2021, kiedy w całej Unii Europejskiej odbędzie się spis ludności. Dziewięć lat temu polską narodowość zadeklarowało na Zaolziu blisko 30 tysięcy osób (w całej Republice Czeskiej o 10 tysięcy więcej). Wszyscy mają nadzieję, że za rok nie będzie gorzej.

Tekst: Tomasz Wolff

  1. Czesław Gałuszka, prezes Miejscowego Koła Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Boguminie-Skrzeczoniu (na pierwszym planie) współpracuje na co dzień głównie z osobami po pięćdziesiątce.
  2. Marian Weiser (razem z żoną Barbarą) w konkursie Inicjatywy 2019 został nominowany za „zainicjowanie wprowadzenia do produkcji brokatów w oryginalnych autentycznych kolorach i wzorach na „fortuchy” i szatki będące integralnymi częściami stroju cieszyńskiego.
  3. Halina Hudík, jedna z aktorek Teatru bez Kurtyny z Karwiny-Frysztatu, stawia na literacki język polski.
  4. Od lewej siedzą: Maria Kovacs wicekonsul z Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie oraz Helena Legowicz, prezes PKZO.

Fot. Tomasz Wolff

Galeria