IDA POMOC POLAKOM NA WSCHODZIE kancelaria prezesa rady ministrów

11.01.2019

Zmarł kpt. Franciszek Jakowczyk ps. „Karny”, żołnierz AK

Historia, Aktualności, Postaci Polska 2019-01-11

W dniu 9 stycznia we Wrocławiu zmarł kpt. Franciszek Jakowczyk ps. „Karny”, żołnierz AK, który spędził 21 lat w sowieckich łagrach. Mieszkał w Dowbyszu na Żytomierszczyźnie. 


Niespełna rok temu, z pomocą Stowarzyszenie Odra - Niemen, przeprowadził się do Wrocławia. W tym czasie udało się zrobić kilka dobrych rzeczy, m.in. nadać panu Franciszkowi polskie obywatelstwo, które nieuczciwie zostało mu odebrane przez reżim komunistyczny. Dokument wręczył sam Prezydent RP w październiku 2018 roku.

Warto przypomnieć biogram śp. Franciszka Jakowczyka przygotowany we wrześniu 2018 roku przez druha ćw. Łukasza Kępę z 5 Głubczyckiej Drużyny Harcerzy „Wilczy Bór” im. mjr. Z. Szendzielarza „Łupaszki”, który odnalazł i odwiedził pana Kapitana w ramach zadania kończącego próbę na stopień.

Pan Franciszek Jakowczyk urodził się 12 maja 1928 roku w Samołowiczach na Kresach Wschodnich (obecnie Białoruś). Pochodził z rodziny inteligenckiej i miał kilkoro rodzeństwa. Do dziś pamięta słowa ojca: „Franek, musisz umieć walczyć o siebie, ale nigdy nie obrażaj młodszych i słabszych, walcz w słusznej sprawie i zła się nie trzymaj”. Małego Franciszka ceniono przede wszystkim ze jego inteligencję oraz sprawiedliwość.

W 1935 roku Franciszek poszedł do szkoły. Jego pierwszy nauczyciel bardzo cenił sobie patriotyzm i często powtarzał uczniom: „Jeżeli kochasz Ojczyznę, jak ojca i matkę to nigdy jej nie zdradzisz, a będziesz za nią walczył a może i życie oddasz.”

Kiedy w 1939 r. wybuchła wojna nauczyciel zabrał klasę Franciszka do pobliskiego lasu, gdzie stał pomnik Józefa Piłsudskiego i poinformował ją o tragicznym wydarzeniu. Franciszek szczególnie zapamiętał nauczyciela, który ze smutkiem opowiadał im o wojnie, ale i starał się pokrzepić młodych ludzi i zachęcić ich do walki.

Kiedy Franciszek ukończył szkołę zaczął uczyć się zawodu szewca. Jego nauczycielem był Jan Żukowski. Z czasem pozwolił mu roznosić buty do domów mieszkańców okolicznych wsi. Często w butach były listy, jednak Franciszek nigdy ich nie czytał. W tym zawodzie najbardziej cieszyło go to, że mógł pomagać ludziom w tak trudnych czasach.

Niemcy zaczęli robić naloty na losowe domy w poszukiwaniu broni, ale też sprawdzali, czy nikt nie łamie ich zakazów. Pewnego dnia trafili także do domu Jakowczyka. Tego dnia ojciec zabił świnię, a Niemcy zabraniali tego robić. Za karę żołnierze zabili psa i aresztowali ojca. Wtedy we Franciszku rozbudziła się nienawiść do Niemców. Kilka dni później wraz z kolegą zorganizowali zemstę. Znaleźli karabin maszynowy, zaczaili się w krzakach przy drodze i czekali aż ktoś nadjedzie. Wieczorem przejeżdżało tamtędy dwóch Niemców i kiedy znaleźli się kilka metrów od zasadzki Franciszek otworzył ogień. Niemcy padli martwi, a ich motocykl wybuchł. Franciszek wraz z kolegą szybko uciekli i na szczęście żaden Niemiec nie dowiedział się kto był sprawcą tego zdarzenia.

W końcu o wszystkim dowiedział się Jan Żukowski, który niezwłocznie zabrał Franciszka na spotkanie z oficerem Armii Krajowej - Alfonsem Kopaczem ps. „Wróbel”. Po spotkaniu Franciszek zaciągnął się w szeregi AK i otrzymał pseudonim „Karny”.

Franciszek został aresztowany w 1948 roku, na wolność wyszedł w 1969. Podejmował próby wyjazdu do Polski, ale nie otrzymał zgody władz ZSRR.
„Karny” poznał pewną młodą wdowę i ożenił się z nią, wybudowali dom i tak żyli razem. Zamieszkali w Dowbyszu – miejscowości na Żytomierszczyźnie, gdzie do dziś jest największy na Ukrainie odsetek Polaków.

Gdy w 2017 roku zmarła żona, Franciszek w swojej starej drewnianej chacie żył sam. 17 stycznia 2018 roku po wielkich staraniach Panu Franciszkowi wydano paszport, który pozwalał mu na przyjazd do kochanej Ojczyzny. Mieszkał we Wrocławiu u swojej siostry.

Źródło: Walentyna Jusupowa na podstawie informacji Facebook-u

Redakcja: IDA 

Zdjęcie: Jakub Szymczuk/KPRP

Galeria