Ponad 2000 uczniów uczęszcza do polskich szkół podstawowych na Zaolziu. Tendencja jest wzrostowa. Czy uda się ją zachować po tegorocznych zapisach do klas pierwszych, które zakończyły się niedawno.
O tym i innych tematach dotyczących polskiego szkolnictwa w Republice Czeskiej rozmawiamy z Martą Kmeť, dyrektor Centrum Pedagogicznego dla Polskiego Szkolnictwa Narodowościowego w Czeskim Cieszynie.
Tomasz Wolff: Zakończyły się zapisy do polskich podstawówek na Zaolziu. W tym roku uczęszcza do nich 2006 uczniów, o blisko 150 więcej niż jeszcze dwa lata temu. Czy udało się utrzymać tendencję zwyżkową albo przynajmniej zachować status quo?
Marta Kmet: Liczbę uczniów udało się utrzymać, co jest dla nas bardzo ważne. Od nowego roku do pierwszych klas polskich szkół pójdzie 221 zapisanych uczniów. Nie jest tak, że dyrektorzy zaczynają się martwić, co będzie za kilka lat. Z regionu płyną pozytywne głosy, że przedszkola są pełne, dlatego można z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Co ma na to wpływ: czynnik demograficzny, czy praca od podstaw, że posyłamy dziecko do polskiego przedszkola, a naturalnym wyborem jest potem polska szkoła?
Jeszcze są silne roczniki z lat 80. XX wieku. Mam na myśli wychowanków polskich szkół, którzy zostali w regionie albo wrócili tutaj i krzewią polskość. Moim zdaniem, świadomość w przypadku młodych ludzi rośnie. Nie ma powszechnego zjawiska, że młodzi decydują się na wyjazd z dziećmi i odcięcie się od matecznika. Odpowiadając więc na pytanie, demografia na pewno jest ważnym czynnikiem.
Co robią szkoły, żeby przyciągać do siebie pierwszoklasistów?
Jedna z dyrektorek polskiej szkoły powiedziała, że w dzisiejszych czasach, obojętne czy jest to placówka polska, czy czeska, nie wystarczy kartka na drzwiach z napisem: „Uwaga, zapisy”. Szkoły w różny sposób „reklamują” się w społeczności, bardzo popularną formą są na przykład dni otwarte już w przedszkolach, w danej szkole. Rodzic wie więc, gdzie posyła swoje dziecko. Inna sprawa, że on jest przecież z danym środowiskiem już zżyty.
Jaka jest główna motywacja do nauki języka polskiego? Bardziej patrzymy sercem, bo chcemy, by nasze dzieci posługiwały się mową ojców, dziadków, czy portfelem – znajomość dwóch języków na pograniczu zwiększa w przyszłości szanse na rynku pracy...
Kiedyś patrzyło się bardziej sercem. Dziś wszystko jest bardzo wyważone. Przy otwartych granicach, możliwościach współpracy na różnych polach (biznes, kultura), ludzie widzą, że znajomość polskiego i czeskiego, szczególnie na pograniczu, jest bardzo wskazana, poza tym dziecko w polskiej szkole otrzymuje bonus w postaci łatwiejszego opanowywania kolejnych języków. Dwa lata temu my, jako Centrum Pedagogiczne, wydaliśmy broszurę dla rodziców dzieci przedszkolnych, żeby nie bały się dwujęzyczności.
Nigdy bym nie wpadł na to, żeby bać się dwujęzyczności...
To była odpowiedź na pojawiające się kilka lat temu w poradniach logopedycznych hasła w stylu, że dwujęzyczne wychowywanie ogranicza rozwój językowy dziecka. Co było oczywiście totalną bzdurą.
To było skierowane przeciwko Polakom?
Niekoniecznie, choć bardzo dużo dzieci przychodziło do tych poradni, więc reklama była bardzo negatywna.
Przejdźmy do gwary. Jak obecnie jest traktowana: czy w szkołach jest pielęgnowana, czy jednak jest tendencja, aby uczyć młodych posługiwania się językiem literackim?
Nie jestem osobą kompetentną do wypowiadania się na temat gwary, która skądinąd jest zachwaszczona. Są też naukowcy, którzy mówią: gwara jest żywym językiem. Pytanie, jak to wypośrodkować. Faktem jest, że różnego rodzaju konkursy, przedstawienia i przeglądy wspierają używanie poprawnej gwary, bez naleciałości. Co innego, gdy mówimy w domu. Inną kwestią jest slang uczniowski, młodzieżowy z wieloma naleciałościami m.in. czeskimi. Młodzi natomiast w ogóle nie czują młodzieżowego języka polskiego, co nas martwi. Dlatego staramy się organizować ile się tylko da wyjazdów do Polski. Naszym zamiarem jest, żeby kontaktów z polskimi rówieśnikami było jak najwięcej. Żeby dzieci nie zostały tylko w sferze języka literackiego. Dzięki wspólnemu spędzaniu czasu rówieśnicy uczą się jednego kodu językowego.
Podam przykład z własnego podwórka. Moja córka chodzi do piątej klasy polskiej podstawówki w Czeskim Cieszynie. Pięknie mówi po polsku z dziećmi z Polski, których ma w klasie. Jednocześnie świetnie sobie radzi w gwarze. Nigdy nie posługiwałaby się takim polskim, gdyby nie kontakt z żywym językiem.
Jak wygląda znajomość polskiego jeśli porównamy obecne pokolenie 20-latków z poprzednimi pokoleniami, czyli obecnych 40- i 60-latków?
Kształtuje się na podobnym poziomie. To tylko przedstawiciele starszych pokoleń mówią: młodzi ludzie nie potrafią posługiwać się językiem polskim. Nieprawda. W tym regionie dwujęzycznym może się komuś wydawać, że dziecko nie za dobrze mówi po polsku. Proszę mi jednak wierzyć – jak te osoby wyjeżdżają na studia, to w tydzień, dwa wkomponowują się w grupę, i robią to bez najmniejszych kłopotów. Uczniowie Gimnazjum Polskiego w Czeskim Cieszynie, którzy wyjeżdżają na studia do Polski, od razy załapują ojczysty język.
Łapią, bo są lepiej przygotowani niż ich rodzice?
Ja myślę, że kiedyś było tak samo.
Są w regionie szkoły-liderzy, z wieloma uczniami, jak na przykład Czeski Cieszyn, Bystrzyca czy Jabłonków, ale i takie, których los jest zagrożony cały czas. Ile placówek jest obecnie na granicy przetrwania?
To są szkoły, które leżą w najbardziej wysuniętych w jakąś stronę świata obszarach, czyli Błędowice, Lutynia, Orłowa.
Za rok Centrum Pedagogiczne będzie świętowało 25 lat. Co się przez ten czas zmieniło w polskiej edukacji? Na pewno dużo, bo to szmat czasu i wkroczyliśmy technologicznie w XXI wiek...
Przeszliśmy długą drogą – polskie szkoły stały się podmiotami prawnymi, do tego doszło opracowanie nowych podstaw programowych, otrzymaliśmy do ręki różne narzędzia metodyczne, których nam zazdroszczą Czesi. Przyjeżdżają do nas trenerzy personalni i chwalą Polskę za ciekawe narzędzia do rozwoju szkoły. Wiele placówek skorzystało z masy ciekawych metod, jedną z nich jest na przykład ocenianie kształtujące, pomagające uczyć się. Czesi są na razie w sferze teoretycznej, Polska już ma pięknie opracowane kroki metodyczne. Namawiamy polskie placówki do sięgania po nowinki.
Czy polskie szkoły powinny w 2021 roku włączyć się w kampanię na rzecz deklarowania polskości w Spisie Powszechnym?
Ja myślę, że tak. Choć wszystko musi być zrobione w bardzo zrównoważony sposób. Chodzi o to, że coraz więcej rodzin jest mieszanych. Bardzo ważne jest przygotowanie takiej kampanii, która będzie pozytywna, nikogo nie będzie obrażać, ale po prostu uwypuklać zalety postawienia na polskość.
Rozmawiał: Tomasz Wolff
MartaKmeť stoi na czele Centrum Pedagogicznego dla Polskiego Szkolnictwa Narodowościowego w Czeskim Cieszynie. Fot. Marian Siedlaczek